Mroczni Kochankowie

Jon Snow - wulkan skryty pod czapą lodową. cz. VIII

Uwaga! Ta część bazuje tylko i wyłącznie na 2 rozdziale Jona Snow z "Tańca ze smokami". Przepraszam za surowe tłumaczenie, ale mam nadzieję, że w miarę możliwości będzie zrozumiałe.

 

 

 

 

Jon Snow, bękart z Winterfell i piętnastoletni chłopiec, umarł. Narodził się surowy Lord Dowódca Nocnej Straży. Na synu Neda Starka spoczęła olbrzymia odpowiedzialność zarówno za królestwo, którego obrony się podjął wstępując w szeregi tej elitarnej formacji jak i za ludzi, którym wydawał rozkazy. Chłopak pachnący latem przeobraził się w dojrzałego, trzeźwo myślącego, srogiego i zasadniczego mężczyznę. Jako Lord Dowódca był najwyższym przełożonym na Murze i oczekiwał, że zaprzysiężeni bracia nie tylko będą wykonywać jego rozkazy, ale również odnosić się do niego z należytym szacunkiem. Lord Snow nie mógł pozwolić sobie na urazę dumy i zhańbienie godności. Dla prawdziwego mężczyzny bowiem, nie ma nic gorszego od publicznego upokorzenia i obrazy majestatu! Lord dowodzi, rozkazuje, a nie prosi i błaga. Podwładni muszą być posłuszni, wierni i bez szemrania przestrzegać wszystkich panujących na Murze zasad! Dla Lorda Jona Snow nadszedł czas, w którym pokaże, ile może być wart bękart z Północy...

 

 

Po wyjeździe Sama i Goździk i piekielnie trudnej rozmowie, którą Snow przeprowadził ze swym przyjacielem i jego dziką przyjaciółką, życie na Murze wcale nie zrobiło się łatwiejsze. Melisandre ostrzegała młodego Lorda Dowódcę nie przed wrogami, ale przed skrytymi przyjaciółmi, którzy spiskują za jego plecami. Póki co, Snow postanowił jednak rozprawić się ze starymi wrogami.

 

 

Lord Jon Snow zadecydował, że dowództwo nad Szarą Strażnicą powierzy swemu zagorzałemu przeciwnikowi, Janosowi Slyntowi. Po pierwsze, w ten sposób obsadza zamki na Murze swoimi ludźmi, co wymusił na nim król Stannis w jednej z poprzednich rozmów. Snow robi wszystko by nie utracić drogocennych fortec. Po drugie, Janos Slynt był nie tylko jednym z największych antagonistów Jona, ale także najlepszym przyjacielem innego zawistnika - Allisera Thorne'a. Rozdzielając obu panów, położyłby kres ich wiecznym spiskom i knowaniom. Rozmowa z Janosem nie należała do najłatwiejszych:

 

 

" - Lordzie Janosie – Jon schował do pochwy swój miecz – Przekazuję ci dowództwo nas Szarą Strażnicą.

To zaskoczyło Slynta.

- Szara Strażnica… Szara Strażnica to jest to miejsce gdzie wspinałeś się na Mur ze swoimi dzikimi przyjaciółmi…

- Zgadza się. Trzeba przyznać, że fort jest w opłakanym stanie. Przywrócisz go do porządku najlepiej jak będziesz potrafił. Zacznij od wykarczowania lasu. Pozbierasz te kamienie z konstrukcji, które się zawaliły, po to, by naprawić te wciąż stojące.

Praca będzie ciężka i bezlitosna, mógłby dodać. Będziesz spał na kamieniach, zbyt wyczerpany by narzekać lub spiskować i wkrótce zapomnisz czym jest ciepło, ale być może będziesz pamiętał co znaczy być mężczyzną.

- Dostaniesz trzydziestu ludzi. Dziesięciu stąd, dziesięciu z Wieży Cieni i dziesięciu króla Stannisa.

Twarz Slynta przybrała odcień suszonej śliwki. Jego mięsiste policzki zaczęły drżeć.

- Sądzisz, że nie widzę co robisz? Janos Slynt nie jest człowiekiem, którego tak łatwo oszukać. Dostąpiłem zaszczytu obrony Królewskiej Przystani kiedy ty srałeś jeszcze w pieluchy. Zatrzymaj swoje ruiny, bękarcie.

Ja daję ci szansę, mój panie. To więcej, niż ty kiedykolwiek dałeś mojemu ojcu.

- Źle mnie zrozumiałeś, mój lordzie. – odpowiedział Jon. - To był rozkaz, a nie oferta. Do Szarej Strażnicy jest czterdzieści mil. Pakuj swoją broń i zbroję, pożegnaj się i bądź gotów do odjazdu z pierwszym blaskiem poranka.

- Nie! – Lord Janos skoczył na równe nogi, przewracając krzesło do tyłu – Nie pojadę tam by pokornie zamarznąć i umrzeć. Żaden bękart zdrajcy nie będzie rozkazywał Janosowi Slyntowi. Mam wielu przyjaciół, tutaj i w Królewskiej Przystani, ostrzegam cię. Byłem lordem Harrenhal! Daj swoje ruiny jakiemuś ślepemu głupcowi, który będzie dla ciebie nadstawiał karku. Ja tego nie zrobię. Słyszysz mnie, chłopcze?! Nie zrobię tego!

- Zrobisz.

Slynt nie raczył odpowiedzieć, kopnął krzesło na bok kiedy wychodził.

Wciąż traktuje mnie jak chłopca, pomyślał Jon. Jak żółtodzioba, którego można zastraszyć groźbami. Mógł mieć tylko nadzieję, że noc przemówi Slyntowi do rozsądku.

Następny poranek udowodnił jednak, że nadzieja była próżna."

 

 

Taki sprzeciw wobec Lorda Dowódcy wydaje się być karygodnym zachowaniem. Snow wie, że Slynt nie traktuje go poważnie. Ta sytuacja musi ulec zmianie. Jeśli jeden z braci nie będzie wykonywał rozkazów, za chwilę, za jego przykładem, podążą następni. To Jon wydaje polecenia i nie pozwoli na to by ktoś ranił jego ambicje. Zbyt ciężką drogę pokonał, żeby teraz utracić to wszystko. Slynt również nie jest zadowolony. Jego dumę rani z kolei fakt, że rozporządzenia wydaje mu bękart... Bękart rządzi byłym dowódcą Straży Miejskiej - Złotych Płaszczy! No tak, ale Janos Slynt w tym momencie nie widzi swoich przewinień. Przecież przyłożył rękę do śmierci Neda Starka. Zdradził go. Jego chora duma nie pozwala mu jednak na przyjmowanie rozkazów od nisko urodzonego chłopca.

 

 

"Jon znalazł Slynta posilającego się we wspólnej sali. Ser Alliser Thorne oraz kilku jego kumpli, było z nim. Śmiali się z czegoś kiedy Jon wszedł do sali z Żelaznym Emmetem, Eddem Cierpiętnikiem, Mully’m, Koniem, Czerwonym Jackiem, Rusty Flowersem oraz Owenem. (…) Ludzie królowej, ludzie króla i czarni bracia siedzieli przy osobnych stołach.(…) Jon zauważył Pypa i Grenna przy jednym stole, a Bowena Marsha przy drugim.(…) Wszystkie głosy zamarły w jednej chwili.

- Lordzie Janosie – odezwał się Jon. - Dam ci ostatnią szansę. Odłóż ten widelec i udaj się do stajni. Twój koń został osiodłany. Podróż do Szarej Strażnicy jest długa i ciężka.

- Więc powinieneś być już w drodze, chłopcze – Slynt wybuchnął śmiechem, a owsianka spłynęła mu po piersi. – Myślę, że Szara Strażnica to dobre miejsce dla takich jak ty. Odpowiednio oddalone od ludzi pobożnych i przyzwoitych. Ty nosisz znamię bestii, bękarcie.

- Odmawiasz wykonania mojego rozkazu?

- Możesz wetkać sobie swoje rozkazy w ten bękarci tyłek – rzekł Slynt, a jego policzki zadrżały.

Thorne uśmiechnął się pod nosem, jego czarne oczy wierciły Jona na wylot. Przy innym stole Godry Pogromca Giganta zaczął się śmiać.

- Jak chcesz – Jon skinął na Żelaznego Emmeta – Proszę zabierz lorda Janosa na Mur…

      - i zamknij go w lodowej celi, mógłby rzec. Jeden dzień lub dziesięć wewnątrz lodu spowodowałyby, że drżałby rozgorączkowany i błagał o wypuszczenie, co do tego Jon nie miał wątpliwości.

      - i przywiąż go do jego konia, mógłby rzec. – Jeśli Slynt nie chce jechać do Strażnicy jako jej dowódca to może pojechać jako jej kucharz. Dezercja byłaby tylko kwestią czasu. Ciekawe jak wielu Innych zabrałby ze sobą?

 

 

- … i powieś go – dokończył Jon.

Twarz Slynta zrobiła się biała jak mleko. Widelec wyślizgnął się z jego dłoni. Edd i Emmett ruszyli w jego kierunku, a ich kroki dźwięczały na kamiennej posadzce. Bowen Marsh otwierał i zamykał usta nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Ser Alliser Thorne sięgnął po rękojeść swego miecza. No dalej, pomyślał Jon. Długi Pazur spoczywał na jego plecach. Pokaż swoje ostrze. Daj mi powód bym zrobił to samo…

Połowa mężczyzn w sali była już na nogach: południowi rycerze i ludzie wierni Stannisowi lub czerwonej kobiecie, albo obojgu, oraz zaprzysiężeni bracia Nocnej Straży. Niektórzy z nich wybrali Jona na swego Lorda Dowódcę. Inni głosowali na Bowena Marsha, Ser Denysa Mallistera, Cottera Pyke’a, albo na… Janosa Slynta. Setki z nich, jak sobie przypominam. Jon zastanawiał się jak wielu spośród nich przebywało w tej chwili we wspólnej sali. Przez moment świat balansował na ostrzu noża.  "

 

 

Prawdę powiedziawszy, Jon Snow mnie zaskoczył. To już ZDECYDOWANIE nie jest ten chłopak, którego znaliśmy z "Gry o Tron" czy nawet "Nawałnicy Mieczy". To prawdziwy dowódca, urodzony po to, by dokonywać rzeczy wielkich... Jeszcze nie tak dawno pisałam, że Jon nie zaakceptowałby okrutnych decyzji podejmowanych przez Daenerys Targaryen, ale wygląda na to, że sam zaczyna działać podobnie. Chłopiec, który walczył drewnianymi mieczami ze swoim bratem Robbem, który śmiał się radośnie przytulając swoją siostrę Aryę, który litował się nad pokrzywdzonymi przez los, pomagał słabszym, nie był w stanie zabić ani kobiety, ani bezbronnego mężczyznę, postanowił skazać na śmierć człowieka za nieposłuszeństwo. Udowadnia tym samym, że tytuł jaki otrzymał to nie przelewki... Kto ośmieli się sprzeciwić Lordowi Dowódcy może skończyć tragicznie. Snow trzyma całą Nocną Straż w ryzach. To prawdziwy lider i wódz stworzony do tego by dowodzić. Lepszego Lorda Dowódcy, Straż nie mogła sobie wymarzyć. Silny, niezależny, nieustępliwy, a do tego zdolny, bystry, groźny i srogi. Jego skryte umiejętności w końcu dostały szansę rozwoju i pokazania się. Jon sprawia, że nazwisko Snow budzi respekt. Jego postępowanie zyskuje zarówno aprobatę jak i budzi zgorszenie. Lord Snow ma tyle samo przyjaciół jak i wrogów, ale Lorda Dowódcy nie można odwołać od tak... Zwolnić go może jedynie śmierć...

 

 

"Alliser Thorne zdjął dłoń z rękojeści i ustąpił miejsca Eddowi Tolletowi. Edd Cierpiętnik złapał Slynta za jedno ramię, a Żelazny Emmett za drugie. Ściągnęli go z ławki.

- Nie! – zaprotestował lord Janos, chlapiąc owsianką tryskającą z jego ust. – Nie! Wypuście mnie! On jest tylko chłopcem, bękartem. Jego ojciec był zdrajcą. Na nim spoczywa znamię bestii, jego wilka… Zostawcie mnie! Pożałujecie dnia, w którym podnieśliście ręce na Janosa Slynta! Mam przyjaciół w Królewskiej Przystani! Ostrzegam was! – wciąż protestował kiedy w połowie go wyprowadzali, a w połowie wlekli.

Jon podążył za nimi na zewnątrz. Sala za nim pustoszała. W klatce Slynt zdołał wyszarpnąć się na moment i próbował walczyć, ale Żelazny Emmet chwycił go za gardło i uderzał plecami o żelazne kraty, aż przestał. Nawet Val siedziała w oknie, a jej długi, złoty warkocz spoczywał na ramieniu. Stannis stał na schodach Królewskiej Wieży wraz ze swymi rycerzami.

- Jeśli chłopak sądzi, że jest w stanie mnie przestraszyć to jest w błędzie – powiedział Lord Janos – Nie ośmieli się mnie powiesić! Janos Slynt ma wielu przyjaciół, wielu wpływowych przyjaciół, zobaczycie… - wiatr zagłuszył pozostałe słowa.

 

To jest złe, pomyślał Jon.

- Przestańcie.

Emmet odwrócił się i zmarszczył brwi.

- Mój panie?

- Nie powieszę go – oznajmił Jon – Przyprowadźcie go tutaj.

- Och, Siedmiu, zbawcie nas!– usłyszał krzyk Bowena Marsha.

Uśmiech jaki pojawił się na twarzy Lorda Janosa Slynta miał w sobie całą słodycz zjełczałego masła. Aż do chwili gdy Jon odparł:

- Edd przynieś mi pieniek – i wyciągnął z pochwy Długi Pazur.

Do czasu aż znaleziono odpowiednio porąbany kawał drewna Lord Janos wycofał się w głąb wiszącej klatki, ale Żelazny Emmett wszedł do środka i wywlekł go na zewnątrz.

- Nie! – krzyczał zrozpaczony Slynt kiedy Emmett jednocześnie pchał go i ciągnął za sobą przez plac.

- Uwolnij mnie… ty nie możesz… kiedy Tywin Lannister dowie się o tym, to wszyscy tego pożałujecie!

Emmett podciął mu nogi, a Edd Cierpiętnik położył stopę na jego plecach, by zmusić go do klęczenia. Emmett wepchnął pień pod jego głowę.

-  Pójdzie łatwiej jeśli nie będziesz się ruszał – obiecał Jon Snow – Spróbuj się ruszyć by uniknąć ciosu, a i tak umrzesz, ale twoja śmierć będzie tylko bardziej obrzydliwa. Wyciągnij szyję, mój panie.

Blade światło poranka odbiło się w ostrzu, kiedy Jon ujął rękojeść bastardowego miecza w obie ręce i uniósł go nad głowę.

- Jeśli masz coś to powiedzenia, to jest ostatnia chwila by to zrobić – przemówił, spodziewając się jeszcze jednego przekleństwa.

Janos Slynt wykręcił szyję by na niego spojrzeć.

-  Proszę, mój Lordzie. Łaski. Ja… pojadę. Pojadę…

Nie, pomyślał Jon. Zatrzasnąłeś sobie tę furtkę. Długi Pazur opadł.

- Mogę dostać jego buty? – zapytał Owen kiedy głowa Janosa Slynta potoczyła się po błotnistej powierzchni. – Te buty są prawie nowe. Obszyte futrem.

Jon spojrzał na Stannisa. Na moment ich spojrzenia się spotkały. Król skinął głową i wszedł do środka swojej wieży."

 

 

Jon postanowił osobiście pozbawić Slynta życia. Ma to stanowić przestrogę dla przyszłych nieposłusznych braci. Ale jest to także rodzaj sprawiedliwości. Za nieposłuszeństwo karzemy śmiercią. By uratować godność Slynta Jon zabija go własnoręcznie. Tylko co to za sprawiedliwość kiedy ścina się człowieka jak zwykłego dezertera... Czy była to zemsta? Jon już wcześniej zapewnił Sama, że chce śmierci Lannisterów. Janos Slynt był ważnym pionkiem tego rodu, a poza tym zezwolił na ścięcie Neda Starka. Oko za oko, ząb za ząb. Przed śmiercią Slynt poprosił o łaskę. O to samo prosił lord Stark w Królewskiej Przystani. Ned łaski nie otrzymał. Dlaczego miałby otrzymać ją Janos Slynt? Ta uliczka została dla niego zamknięta. Poza tym, gdyby Jon Snow nagle się wycofał i nie zabił Slynta, pokazałby tylko, że jest niekonsekwentny, a jego słowa rzucane są na wiatr. Lord Dowódca musi być twardy i zorganizowany. Poza tym, Jon zawsze był ambitny i stawiał sobie trudne cele do realizacji. Chciał być panem samego siebie. I to mu się udało. A słowo bękart nadal wzbudza w nim negatywne emocje, chociaż stara się tego nie okazywać. Wszystko co robi Jon, robi z myślą o Nocnej Straży. W ten sposób potwierdza swoją lojalność wobec braci. Wierzę w to, że postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i z myślą o innych...  

 

 

Niestety, każdy Cezar ma obok siebie swego Brutusa...